Opinie
Dlaczego wzięłam udział w kursie TSR?
"...Trafiłam na kurs, w momencie, kiedy moje relacje z dziećmi (synowie 4 i 7 lat) wyglądały tragicznie. Wychowana w surowej dyscyplinie w myśl zasady „dzieci i ryby głosu nie mają”, nie godząc się z jej przesłaniem, próbowałam wychowywać swoje dzieci w nowy, bliżej nieokreślony i nieuporządkowany sposób. Jak dowiedziałam się na TSR balansowałam pomiędzy rodzicem autorytarnym a uległym, z tendencją do tego drugiego. Efekt był taki, że moje dzieci nie słuchały co do nich mówię, przejęły dowodzenie w domu, nie respektowały żadnych zasad, ponieważ wiedziały, że łatwo mogą je zmienić – mama odpuści. Jedynym sposobem na egzekwowanie czegokolwiek były coraz wyżej podniesiony mój głos i surowe kary. Moje dzieci zaczęły się mnie bać! A tego było za wiele dla moich już mocno zszarganych nerwów! TSR uratował mój dom od niechybnej zagłady! Dom rozumiany jako, w naszym przypadku czwórka szanujących się i kochających ludzi, z matką i ojcem na czele godnymi zaufania i darzącymi miłością swoje dzieci. Oraz dającymi poczucie bezpieczeństwa. Na kursie usłyszałam wiele rzeczy, które były bardzo trudne do przyjęcia dla mnie, jako KOCHAJĄCEGO PRZECIEŻ SWOJE DZIECI RODZICA! Chciałam dobrze! Ale jak mówi chińskie przysłowie drzewo dobrych chęci ma dużo kwiatów a mało owoców. Wysiłek opłacił się! Na początku dzieci przyglądały się mamie z dużą nieufnością i zdziwieniem. Dzisiaj gdy rozwiązujemy problemy metodą III dzieciaczki są zachwycone i to one pilnują dotrzymywanie umów i zasad. Przecież same je wymyśliły! Stawianie jasnych granic wzmocniło w nich poczucie bezpieczeństwa. A ja... cóż, mogę więcej im śpiewać, bo nie boli mnie gardło od krzyku;-) bardzo się cieszę, że wzięłam w nim udział..."
Adrianna, mama Jasia i Michała


